Piękna Święta Magdalena, bo wszystkie Magdaleny są piękne | Val di Funes, Dolomity cz. 2 włoskich wakacji

Nasz nowy wpis zaczniemy od tego, że nasze planowanie nie zawsze wypala. Czasem popełniamy logistyczne błędy, zarówno na trasie, jak i w kolejności zwiedzania. To co przeczytacie poniżej jest właśnie o tym.

Nasz drugi dzień podróży po Dolomitach sfokusowany był już nie na jeziorach, a na górskich szlakach. Na dzień dobry wyruszyliśmy w stronę Świętej Magdaleny, uroczej miejscowości położonej w dolinie Val di Funes, z której można podziwiać dolomicką panoramę. Już na samym początku podjęliśmy „złą” decyzję, wybierając trasę lokalnymi bezpłatnymi drogami, nie sprawdzając ukształtowania terenu! Wybrana przez nas droga prowadziła przez góry! Na to nie byliśmy przygotowani psychicznie! Zaczęło się od podjazdów z zakrętami o 180 stopni i dość duzym nachyleniu, jak w Monte Carlo, następnie przeszło w nieprzewidywalne serpentyny na wąskiej trasie, a skończyło na ostrym zjeździe. Kiedy tak jechaliśmy coraz wyżej i wyżej, myśleliśmy, że już wyżej się nie da, a cały czas się dało! Jedyne szczęście było takie, że jadąc po prawej stronie byliśmy bliżej ściany stoku, a nie przepaści.

Szczyty Dolomitów były na wyciągnięcie ręki! Zupełnie przypadkiem znaleźliśmy się w miejscu, w którym nie planowaliśmy być, a nasze zapakowane jedzenie napompowało się z wrażenia! 😛 Doświadczenie zupełnie nowe, ekstremalne, ale nauczyło nas, aby sprawdzać również ukształtowanie terenu! Kiedy zjechaliśmy z górskich dróg do doliny, godzinę później niż planowaliśmy, nasze nogi nadal się trzęsły ze strachu, no ale Św. Magdalena czekała 🙂

Samochód trzeba tu zostawić na jednym z parkingów i na pieszo udać się do kościółka i na panoramę, upajając się po drodze zielonymi łąkami. Kościół położony jest na wzgórzu, bardzo klimatyczny no i z takim widokiem! 🙂 Jeśli jednak marzycie o zdjęciu z panoramą Dolomitów i kościołem, to musicie zejść ze wzgórza i w połowie drogi powrotnej zboczyć lekko w prawo i w górę na ławeczkę. To właśnie tam doznacie kolejnego ohhh i ahhhh.

[rl_gallery id="815"]

Święta Magdalena tego dnia była bardzo gorąca. Nessie i Molly wypiły hektolitry wody, zwłaszcza, że odbyły przejażdżkę samochodem na mega wysokościach 😛 Na drugą część dnia zaplanowaliśmy Szlak Adolfa Munkela – piękny, malowniczy i niedługi. Musieliśmy dojechać do Zanser Alm (znów pod górę), mijając autobusy pokonujące górskie trasy bez najmniejszych problemów! Z Zanser Alm (popołudniu parking bezpłatny) można wyruszyć na wiele malowniczych szlaków, ale my popełniliśmy drugi błąd tego dnia: powinniśmy w pierwszej kolejności uderzyć na szlak, a w drodze powrotnej odwiedzić Św. Magdalenę :/

Na szybko zjedliśmy michę tutejszych serów i ruszyliśmy w górę. Niestety zmęczenie upałem i stresem nie pomagało nam w wędrówce, a do tego, jak to w upalny dzień bywa, nadchodziła burza… Po 30 minutach postanowiliśmy zawrócić, zostawiając sobie pretekst do powrotu w to miejsce 🙂 Tutaj za to nasze dziewczyny doświadczyły bliskiego kontaktu z krowami , które na swoich szyjach miały ogromne dzwonki! 😛 Taki widok znaliśmy tylko z filmów 😉 Oszalały na ich punkcie, choć nadal nie wiemy, czy ze szczęścia, czy ze złości? Po tym spotkaniu dźwięk dzwonków wyłapywały z daleka szukając zwierzyny 😛

Mamy nadzieję, że nasze błędy podpowiedzą Wam jak planować i jakie trasy wybierać 🙂 wracaliśmy do Bruneck zwykłą autostradą (aż 0,70 euro), bo atrakcji i widoków w tym dniu mieliśmy wystarczająco 😛

Wciąż zakochani w Dolomitach, polecamy! <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *