Jeziora rodem z Norwegii i góra dająca wycisk | Międzybrodzie Bialskie, Góra Żar

W czasach zarazy, po dwóch miesiącach siedzenia w domu, już nas bardzo nosiło. Mając w głowie konieczność zachowania dystansu, ale też potrzebę podróżowania i czerpania z natury, odważyliśmy się wyjechać na weekend.

Naszym celem, znów przypadkiem, stało się Międzybrodzie Bialskie, głównie ze względu na piękne jezioro. Przeszukując internety, trafiliśmy na istny RELAX, ośrodek nad samym jeziorem. Nie było jakoś szczególnie drogo. Mieliśmy dwupoziomowy „apartament” na piętrze, tylko wejście zewnętrzne po metalowych schodach z dziurkami stanowiło wielki problem dla naszych psów, zwłaszcza Molly, która ma lęk wysokości. Dodatkowo metalowe elementy raniły ich łapki 🙁 w pokoju nie było też kuchenki, na której można by było coś ugotować, był tylko czajnik. Za to podejrzewamy, że w sezonie to raj, głównie dla dzieci, bo jest plac zabaw, basen i wypożyczalnia różnych pływających urządzeń.

Samo jezioro robi naprawdę wrażenie, ale wydaje się być głębokie 😛 Nic tylko usiąść na tarasie i spędzić cały weekend wpatrując się w wodę. Nawet wstaliśmy po pierwszej nocy wcześnie rano, aby ujrzeć wschód słońca, ale zamiast niego gęsta mgła przesuwała się po tafli wzburzonego jeziora. Równie ciekawe doświadczenie 🙂 Prócz relaksu nad wodą, wiele w tym Międzybrodziu nie porobicie. Udaliśmy się więc po naszym wschodzie mgły do Międzybrodzia Żywieckiego (zaraz obok), aby stamtąd uderzyć na Górę Żar (761 m n.p.m.). Po drodze mijaliśmy równie piękne jak nasze Międzybrodzkie, Jezioro Żywieckie.

Zaparkowaliśmy w miejscowości i wyruszyliśmy na upragniony spacer z naturą. Po drodze minęliśmy lotnisko (ale o tym zaraz) i okazało się, że spokojnie mogliśmy podjechać samochodem na parkingi wręcz w połowie drogi (płatne). Kontynuowaliśmy wspinaczkę w nadziei, że za chwilę wejdziemy w jakiś las, polną ścieżkę lub teren przypominający spacer w górach. Niestety. Cała trasa na sam szczyt była betonowa.  Szliśmy normalną drogą, po której co chwilę pędziły auta (chyba uprawnione do wjazdu na górę), motory i rowery. Pobocza tam nie ma, więc była to mordęga dla psów i dla nas. Musieliśmy cały czas się rozglądać czy jakaś maszyna nie pędzi po drodze i nie rozjedzie naszych dziewczyn. Do tego hałas. Podobno była gdzieś opcja spaceru szlakiem.miejs

Zaczęliśmy sprawdzać na nawigacji, czy jest inna trasa, taka, na którą liczyliśmy. Okazało się, że niewielki kawałek (droga na skróty) przebiega przez małą, urokliwą wioskę i choć trochę odetchnęliśmy. Nazwy jej nie pamiętam, ale trudno ją przegapić. Piękne domki, sielsko i anielsko. Niestety bardzo krótko i znów byliśmy na głównej drodze wśród pędzących wehikułów.


Pod sam koniec wędrówki droga staje się przyjemniejsza. Najładniejsze miejsce chyba to tereny obok zbiornika wodnego elektrowni szczytowo-pompowej, jest tu tak jakoś alpejsko 🙂 Stamtąd już rzut beretem na szczyt, który hmmm, nie powala. Faktycznie, jeśli uda Wam się znaleźć jakiś skrawek wśród tłumów ludzi, to można dostrzec przepiękną panoramę na Kotlinę Żywiecką oraz szczyty Beskidy Żywieckiego, Śląskiego i Małego. Natomiast szczyt służy głównie paralotniarzom, którzy w imponujący sposób szybują nad Beskidem niczym ptaki.

[rl_gallery id="730"]

Na szczyt możecie też wjechać kolejką linowo-terenową (ok. 5 minut), ale nasza myśl była: „bezsensu tracić widoki i świeże powietrze”. Potem okazało się, że niewiele byśmy stracili 😛 Wracając już na dół, zatrzymaliśmy się na chill na zboczu z widokiem na lotnisko. Jakże relaksujące było oglądanie szybowców, dziewczynom też się nawet podobało 😀

Uczucia co do wyjazdu mieszane. Na pewno warto zobaczyć jeziora i w sezonie popływać 🙂 Góra Żar tak, ale bez czworonogów, bo się umęczą rykiem motorów i prędkością rowerów. Nie jest to jednak wyprawa na cały dzień. Spokojnie miejsce na weekendowy wypad.

Molly i Nessie rekomendują leżenie na lotnisku <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *